@piston
Temat jest bardzo trudny i dobrze, że go nie bagatelizujesz. Znam 2 osoby, które walczą (nie "walczyły", bo to zostaje w człowieku) ze starą boreliozą, nie rozpoznaną i nie wyleczoną od razu. Przypadki może nie dramatyczne, ale wystarczające, by spanikować. Nie chciałbym tak żyć. Konsekwencji i samego leczenia (a raczej epopei wokół prób leczenia) tutaj nie będę opisywał, ale to może człowieka załamać zdrowotnie, nerwowo, jak i wytargać finansowo. Jeden z tych kumpli w ogóle miał przesrane, bo gdy zachorował, to świadomość wśród lekarzy była jeszcze fatalnie niska.
Sam interesuję się tematem, bo od kilkunastu lat zajmuje mnie hobby związane ogólnie z terenem i lasem. W zasadzie dotyczy to każdego - myśliwego, wędkarza, grzybiarza czy spacerowicza. Ci ostatni nierzadko patrzą na mnie jak na "zielonego ludzika", który właśnie desantował się i przedziera przez las, ale to ja myślę o nich z prawdziwym politowaniem, widząc te ich szorty w lesie pełnym kleszczy
Jak celnie zauważyła Dokia, nie ma 100% rady. Ale mam kilka obserwacji, które weszły mi w nawyk i od 10 lat pozwoliły zdjąć z ubrania kilkaset kleszczy - a z ciała ZERO.
1. Żadna chemia sklepowa nie działa. OFF dobry jest na komary i meszki, ale nie na kleszcze.
2. Z chemii - tylko permetryna w dużym stężeniu, którą nasącza się spodnie i buty. Jeśli ktoś dużo i często przebywa w ekspozycji na kleszcze, to warto poczytać i rozważyć jej stosowanie.
3. Ubierać się w sposób "wojskowy" - spodnie do butów, koszulki w spodnie - zmniejszyć ilość "punktów przenikania" kleszczy na ciało.
4. Kleszcze są 3 wielkości: najczęściej występują imago, czyli takie czarne kropki (ok. 1 mm średnicy). W lesie jest ich najwięcej. Rzadziej występują osobniki dorosłe, takie z łąk, one mają po 3-4 mm i trudno je przeoczyć. Ale są jeszcze najmniejsze skurwysynki, larwy, tych nie da się dostrzec, a też stanowią zagrożenie... Kiedyś moją uwagę przykuł zwykły 1 mm kleszcz pełzający mi na dłoni, a jak się przyjrzałem, to obok miał towarzysza wielkości pyłku kurzu, właśnie larwę.
5. Kleszcze nie spadają z góry - one siedzą w trawie i na łodygach, czekając na żer. Każdy fizyczny kontakt z pojedynczą nawet "trawką" taką do kolan, oznacza duuużą szansę, że zgarnąłeś kleszcza na spodnie. A już przedzieranie się przez krzaczory - ho-ho! - można wyjść z hodowlą.
6. Czyli - unikać kontaktu z roślinnością na wysokości do 1.0-1.5 metra (trawy, krzewy, łodygi). Taką, na której mogą siedzieć dranie i czekać, aż prześliźnie się nią jakiś dzik czy sarna. Właśnie to jest ich wysokość oczekiwania na ofiarę.
7. Po każdym kontakcie - mieć nawyk obejrzenia nogawek spodni. Te najlepiej nosić sprane, tak by czarna kropka nie ginęła wzrokowo na tle materiału. Do tego kleszcz może trafić na buty i z nich wyleźć po czasie. Stąd oglądać należy się tak za każdym razem, gdy przytarliśmy o jakiś badyl, jak i co parę minut bez powodu. To wyrabia się jako nawyk. Dzięki niemu właśnie, dzięki unikaniu i oglądaniu się, zdjąłem z siebie kilkaset kleszczy - prawie wszystkie z nogawek na wysokości poniżej kolan. Najlepiej zdusić ścierwo paznokciami. Byle nie strącić go sobie do butów
8. Kleszcze występują w lasach, na ich obrzeżach i na łąkach z wysoką roślinnością. W mieście podobno też, ale nie mam psa ani dzieci i po trawnikach miejskich się nie rozkładam.
9. Prewencja, prewencja, prewencja - zgodnie z zasadami opisanymi przeze mnie możesz uniknąć kleszcza na ciele - i to musi być celem nadrzędnym.
10. Przed wejściem do auta, domu - zdjąć ubrania, obejrzeć się dokładnie raz jeszcze (poprosić drugą osobę o obejrzenie "tyłów"), ja w samochodzie mam miotełkę i się "omiatam". Ciuchy od razu na długie pranie. A po kąpieli zajrzeć lusterkiem w ukryte miejsca, także te tajemne
11. Jeśli mimo to zdarzy się kleszcz - wyrywamy go jednym zdecydowanym ruchem. Miejsce dezynfekujemy. Jeśli siedział 24h, raczej na pewno brałbym prewencyjnie antybiotyk - doksycyklinę - dawka strzałowa 200 mg, potem 1x dziennie po 100 mg. Nie ma co czekać. A kleszcza na badania (gdzie - patrz internet).
12. Badanie ludzi to też loteria. Są dwa rodzaje testów, najlepiej zrobić oba. Tutaj nie mam wiedzy, ale wiem jak sceptycznie wyrażali się o nich moi znajomi "boreliotycy".
13. Jeszcze to - kleszcze, które znajdujemy np. na szyi, raczej nie trafiły na nią bezpośrednio. One mają instynkt pełzania w górę, szukając odpowiedniego miejsca na wkłucie. A trafiają na nas, jak wspomniałem, zwykle na nogi. Stąd tak ważne jest oglądanie nogawek i ubijanie drani zanim te wlezą wyżej. Linia kolan to pierwsza linia obrony. Linia pasa to już "obrona Częstochowy"
14. Uwaga ostatnia - popularny rumień nie musi wystąpić. Przyjęło się sądzić, że jeśli po ukąszeniu kleszcza wystąpi rumień, to kleszcz był nosicielem zarazków. Tak, to prawda. Ale nie znaczy to, że brak rumienia = brak zarazków. Brak rumienia nie sprawia, że mamy pewność braku zarażenia się boreliozą. Brak rumienia to tylko brak rumienia i nic więcej. Obie znajome osoby NIE MIAŁY rumienia, a o boreliozie dowiedziały się dłuuuugo później, po odwiedzeniu wielu lekarzy i poszukiwaniu chorób, które dawały im popalić na wielu obszarach.
UBRAĆ SIĘ ODPOWIEDNIO!
NIE PAKOWAĆ W KRZACZORY! Kleszcz czeka nisko na ofiarę.
OGLĄDAĆ SIĘ PERMANENTNIE! Kleszcz trafia zazwyczaj na spodnie przy przechodzeniu przez krzaczory.
M.