Aż muszę przedstawić swój punkt widzenia. Zacznijmy od tego, że obie Insie darzyłem i darzę sporym sentymentem. Po prostu lubię auta, z którymi sie wiążę, mimo że to tylko narzędzia. Wychodzę z założenia - "nie polubisz, będziesz się męczył".
Chciałbym mieć teraz możliwość cofnąć się o 2 lata do chwili, gdy po raz ostatni pogoniliśmy A1 naszą poprzednią Insią (spotkać się z kimś, kto potem ją od nas przejął). O tym, że się zdecydował, zadecydowała właśnie jazda próbna, bo jak się facet dosiadł, to musiałem zainterweniować, że chyba 230 km/h to spora przesada - zapędził się i nie zauważył (mimo 4 osób na pokładzie), a sama jazda trwała dalej niż zakładałem. Po tym wiedziałem, że połknął bakcyla na ten samochód. Piszę o tym dlatego, bo widzę, że poruszacie kwestię porównania w kategorii spokoju przy szybkiej jeździe na wprost. Poprzednia Insignia była pod tym względem mistrzynią.
^^^
Ciekaw jestem jak odebrałbym taką przesiadkę po tym, gdy pojeździłem następnym modelem.
To była 2.0T 4x4, manual, hatchback
Teraz jeżdżę 2.0T 4x4, automat, hatchback na lekko zmodyfikowanym podwoziu (pierwszy wypust GSi)
Obie oczywiście Flex Ride (nowa utwardzona, bo GSi - ale do twardości jeszcze jej daleko)
Obie bardzo dobrze wyposażone, choć bez topowej full-skóry. Moim zdaniem odczucia zależą silnie od wyposażenia i wersji - ja swoje mogę porównać 1:1, bo to odpowiedniczki.
Pierwsza z 2015, druga z 2018. Jak tylko wsiadłem w salonie do nowej Insi (po premierze), to zauważyłem to, co wytknął jeden z Kolegów - tanie niedoróbki: Dźwignię kierunków, kierownicę i jej detale, brak regulacji pionowej pasa, tylna kanapa z cienkim siedziskiem i wystającymi gniazdami pasów. Fotele AGR też mniejsze i ciensze - taka wersja "slim" wszystkiego, aż trąciła biedotą w konfrontacji z "mięsistą" poprzedniczką. Różnice we wnętrzu najlepiej chyba opisują te słowa - slim vs. mięsista.
Nowa kierownica niczym się nie wyróżnia, dla mnie jest odrobinę zbyt cienka i te roleczki są prostackie. W poprzedniej kierownica była idealnej grubości i wszystkie detale miała cudne - "chromiki", kształty rolek, no wszystko eleganckie i solidne w dotyku.
Fotele w poprzedniej (AGR) to mistrzostwo świata. Nowe (próba w salonie) gorsze. U mnie AGR ale kubełkowe GSi, to trudno porównać. Nie męczą, ale są specyficzne i poprzednie jednak były nieco lepsze (i miały dłuższe siedzisko).
Wnętrze jak dla mnie jest ładne. Nie miałem styku z premium, ale mi to co oferuje Insignia zupełnie wystarcza i czuję się w niej dobrze. Naprawdę, nic mi więcej do wożenia czterech liter nie potrzeba. Ergonomicznie nowa Insi jest lepsza, wszystko pod ręką i analogowe.
Postępem jest HUD, to ogromna zaleta nowej Insi. Irytuje za to głośna dmuchawa wnętrza (już na pierwszym stopniu) i.. No i nie wiem co jeszcze

Na minus brak roletek szyb w tylnych drzwiach (te były już w Vectrze C). Także mniej obicia w drzwiach (znowu mało "mięsa"). No ale to w sumie duperele. Wyjeźdzmy na drogę!
Poprzedniczka jeździła w mieście topornie, to pewnie wynikało z tego, że była manualem - a ten miał dłuuuugie przełożenia co zamulało auto, a samo sprzęgło specyficznie brało i męczyło kopyto. Nowa jest dużo, dużo bardziej zwinna. Narożniki bierze jak kuna. Do tego ma w sobie więcej z "limuzyny". W mieście - Insignia B wygrywa. Oczywiście tylko podczas jazdy, bo parkowanie zarówno jednej, jak i drugiej, to wyzwanie.
Za miastem na "powiatówkach" obie sprawowały się dobrze, ale nowa jeździ lepiej - jest lżejsza i po prostu zwinniej reaguje na zadany kierunek. Żadnej nie doprowadziłem na krawędź, nie wiem zatem ile która ma zapasu. Ale testy pokazują, że Insignia B potrafi naprawdę sporo w kwestii słuchania się kierowcy.
Nowa jest zauważalnie głośniejsza. To wychodzi na austostradzie. Silnik jest wyciszony bardzo dobrze, ale od podwozia/nadkoli jest hałas - tu przepaść na korzyść Insignii A. Tamta była perfekcyjnie wygłuszona.
Za to nową należy pochwalić za wyśmienitą odporność na boczne podmuchy wiatru. Poprzednia była dobra - ta jest bardzo dobra!
W poprzedniej przyszło (żonie za kierownicą, ze mną obok) zrobić test łosia i to na początku opadów, przy jakiś 100 km/h na S7 pod Grójcem... Wówczas zaufałem Insignii, napędowi 4x4 i żonie

Auto nawet nie stęknęło przy gwałtownym manewrze, to musiało super wyglądać z tyłu... Nowa pewnie dałaby radę co najmniej tak samo dobrze. Bardzo pewnie prowadzące się w podbramkowych sytuacjach samochody.
Osiagowo nowa lepsza, wszystkie czasy odrobinę krótsze. Mimo wielkich obaw (23 lata jeżdżenia tylko manualami przed Insignią B) muszę pochwalić AT8. W mieście rewelacja. Dość szybki jak na moją wolę (zwłaszcza reakcja przy ruszaniu - wciskam gaz i jadę od razu), do tego super płynny. Poza nim, na autostradzie w szczególności, nie pogardziłbym z powrotem manualem.
Układ kierowniczy - no właśnie. Tutaj wybieram poprzedniczkę. Obie jednak nie były/nie są takie zupełnie zwyczajne. Starsza miała HiPer Strut zamiast McPhersona, a to było rozwiązanie klasy topowej. Kierownica była zawsze bezwzględnie spokojna, nawet przy ostrym gazie ze zmianą pasa na drodze z koleinami. Na autostradzie bajecznie pewna, silny opór przy wyższych prędkościach. Mojej żonie bardzo odpowiadała, a ona nie ma "spokojnych dłoni", że tak to opiszę. W nowej kierownica okazała się "flakiem". Eksperymentowałem z ciśnieniem opon (Pilot Sport 4S), za namową jednego z forumowiczów, przy początkowym 2.6 jest nieco lepiej, a do tego serwis ustawił mi programowo centrowanie układu. Od razu odczuwalnie kierownica zaczęła wracać do punktu zero, ale przy szybkiej jeździe to jest ciągle dla mnie za lekko chodzące kółko - a moja żona ma z nią problem, bo każdy kiks przenosi na tor jazdy. Nową "prowadzi się nadgarstkami, a nie bicepsami" - że tak to określę. Jest bardzo czuła na najmniejsze wychylenie kierownicy, bardzo precyzyjna, ale za mocne wspomaganie przekłada się na konieczność wzmożonej uwagi. W jeździe autostradą wolałem ukł. kierowniczy poprzedniczki (nie wiem na ile dochodziła do tego kwestia innego zawieszenia). Nowa ma tylko McPhersona, a przeróbki GSi mają za zadanie poprawić ją w zakrętach, a nie na prostej. Faktycznie w zakrętach jest super, ale na wprost - wg mnie gorzej. No i porównuję obie na oponach letnich, oczywiście. Bo na zimowych to inne samochody, no ale wiadomo.
poprzednia - 245/40 R19 i zwykłe dobre opony
aktualna - 245/35 R20 i bardzo wysoko oceniane opony
Hamulce 337 mm (dwutłok TRW) w poprzedniej dawały radę. W nowej bajka, ale trudno by było inaczej, skoro ma wstawione "lepsiejsze".
W nowej mam wrażenie, że jadę 20-30 km/h szybciej niż w rzeczywistości (na autostradach), Poprzedniczka usypiała odczucia prędkości i jechało się szybciej niż zmysł podpowiadał. To wynika z hałasu i z opisanej charakterystyki ukł. kierowniczego.
Spalanie w obu tak samo kryminalnie wysokie. Nie kupuje się 2.0T 250 czy 260 KM po to, by traktować pedał gazu piórkiem. W zamian - zasięg 400 km to max w Insi B, czy to w mieście czy na austrostradzie.
Co jeszcze... Aaaa, reflektory! No, tutaj moje zdanie jest chyba ogólnie znane i nie będę się powielał, bo w końcu muszę lubić tę Insignię B, a nie wypominać, gdzie jest gorsza od starszej siostry

Ale za brak spryskiwaczy należy się plaskacz.
Wygląd - kwestia gustu. Z boku obie lubiłem (tamta OPC-Line), choć nowa dostojniejsza i zarazem dużo bardziej dynamiczna, na plus. Dupcię wolałem okrągłą w poprzedniej.
P.S. Okazyjni dorośli pasażerowie tylnej kanapy odetchnęli z ulgą po zmianie z Insi A na Insi B

P.S.2. W poprzedniej mogłem mieć koło zapasowe pełnowymiarowe i BOSE zarazem - w obecneej niestety żadnego koła, nawet dojazdówki nie włożę (przy BOSE na pokładzie). Psychologicznie na minus.
M.