Droga powrotna wczoraj cyknięta praktycznie w normalnym czasie. Choć na starcie w Gdańsku nie mogłem dojść do samochodu nie walcząc o każdy krok… taka szklanka na chodniku. Jednak jezdnie i szosa S7 utrzymane doskonale. Na Warmii parę razy odpuściłem, bo lewy pas wyglądał niepewnie, ale też kilka testowych przyhamowań gdy była okazja dało przyzwoitą przyczepność. Za Płońskiem ustały opady i zrobiło się +5, a dalej droga na Warszawę cudoooowna! Trzy pasy, nówka szosa. (Oczywiście Polska - ruch bardzo mały, ale wszyscy jadą środkowym, a prawy pusty). Z samochodu zeszła lodowa skorupka jaka utrzymywała się przez 1000 km. Dalej S17 na Lublin i temp. nadal wysoka, za Lublinem deszcz, który nie zamarzał aż do celu. Za Krasnymstawem świeży crash kilku aut, taki sprzed 10-15 minut

Służby właśnie dojeżdżały, ale był objazd dla osobowych, więc dalsza droga w sumie łatwiejsza, bo bez „Tirów” których na Hrebenne (PL/UA) ciągnie sporo. Dobrze że godzinę wcześniej przerwę na stacji przedłużyłem z 15 do 30 min… Cel osiągnięty, prawie 1400 km w 28h z przerwą na sen we własnym domu niczym w hotelu

Pizza z żabki, piwo i spać. Taktycznie trochę wbrew własnym zasadom ta trasa, ale wyjścia nie było, w razie gwałtownego pogorszenia warunków zdecydowany byłem przerwać.
M.
Dodano po 1 godzinie 43 minutach 43 sekundach:
Wczoraj pierwszy raz naprawdę doceniłem grzanie przedniej szyby (druciane). Była wyjątkowo silna tendencja do zamarzania tego co wycieraczki rozsmarowywały, a grzanie włączaliśmy co chwilę.
Poza tym tej zimy, ze wzgl. na minus 20,
jadę na patencie ojców i dziadków, czyli pół litra denaturatu do zbiornika płynu spryskiwacza. Dawnom tak czystych szyb nie miał!
M.